Tanie i delikatne” leki, które kosztowały mnie fortunę. Moja historia z Asentrą. 💸

To nie był nagły atak. Po prostu czułem, że wzrok mi siada. Ale ostateczny cios przyszedł w najmniej spodziewanym momencie – gdy wziąłem do ręki buteleczkę syropu do kawy i zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie rozczytać napisu, który widziałem tam przez ostatni miesiąc. Ta mgła, w połączeniu z depresją i pracą w IT, stworzyła mieszankę, która niemal mnie dobiła.

Zanim usłyszałem diagnozę ADHD/AuDHD, lekarze widzieli we mnie po prostu „wypalonego faceta z depresją”. A depresja w ADHD i IT to fakt – to wynik lat przebodźcowania i walki z systemem. Dostałem Asentrę (sertralinę) – lek, który miał być „delikatny”. Nikt nie wspomniał, że potrafi porazić biologiczny autofokus w oku.

1. Redmine, Slack i „procesor”, który się przegrzał

Praca w IT to dla mózgu z ADHD ciągły sprint. Nieustanne przełączanie się między Redmine’em, Slackiem a kodem drenuje dopaminę do zera. Kiedy lekarz przepisał mi Asentrę na „wyciszenie”, nie wiedziałem, że zamiast spokoju dostanę paraliż akomodacji.

Moje mięśnie rzęskowe po prostu przestały ostrzyć obraz na bliskie odległości. Więcej o tym, jak skomplikowanym procesem jest akomodacja oka, przeczytacie w Wikipedii – to klucz do zrozumienia, dlaczego leki wpływające na układ nerwowy mogą „wyłączyć” nam wzrok.

2. Pułapka u optyka: Za PESEL wlepili mi progresy

Przerażony tym, że wzrok mi się pogorszył (pamiętna buteleczka syropu!), pobiegłem do popularnego salonu optycznego w Legionowie. To, co tam przeżyłem, było szczytem braku profesjonalizmu.

Zbadano mnie „na szybko”. Nikt nie przeprowadził rzetelnego wywiadu chorobowego. Optometrysta, widząc mój PESEL (44 lata), uznał, że wie wszystko i z automatu „wlepił” mi bardzo drogie okulary progresywne. Bez pytania o leki, bez pytania o tryb pracy przed monitorem. Stałem się tylko kolejną sprzedaną parą szkieł w tabelce zniżek (te słynne -60%, których realnej ceny nie dało się doprosić).

3. Moment, w którym system Cię dobija

Najgorsze przyszło później. Przez miesiąc próbowałem zaadaptować się do progresów, ale mgła nie znikała. Wróciłem z reklamacją, będąc w trudnym stanie psychicznym – depresja połączona z ADHD sprawia, że każda taka konfrontacja kosztuje dwa razy więcej energii.

Wtedy maski opadły. Uśmiechnięte specjalistki stały się oschłe. Potraktowano mnie jak namolnego naciągacza. Usłyszałem, że „takie okulary zamówiłem i koniec”. Ten brak empatii i odmowa pomocy w momencie, gdy czułem się psychicznie „rozbity”, zupełnie mnie ogłupiły i niemal złamały. Dopiero po długich bataliach i straszeniu szefa sądem zaproponowano mi rozwiązanie, ale i tak z koniecznością dopłaty za drugie oprawki.

4. Ratunek u profesjonalisty: Wada jest, ale diagnoza była błędna

Dopiero wizyta u zewnętrznego optometrysty klinicznego uświadomiła mi błąd. Okazało się, że:

  1. Wadę wzroku faktycznie mam – to nie uległo wątpliwości.
  2. Leki (SSRI) uniemożliwiły adaptację do szkieł progresywnych, które same w sobie są trudne dla mózgu.
  3. Potrzebowałem dwóch osobnych par okularów (jednej do dali, drugiej do bliży/komputera), a nie jednego, drogiego „kombajnu” na nosie.

Gdyby pierwszy optometrysta zapytał o coś więcej niż rok urodzenia, zaoszczędziłbym miesiąc stresu i mnóstwo pieniędzy.

Wnioski (ku przestrodze):

  • Wada wzroku to jedno, a chemia w organizmie to drugie. Jeśli nosisz okulary i zmieniasz leki, Twoje oczy mogą reagować inaczej.
  • Mów o leku psychiatrze i okuliście. Jeśli optometrysta patrzy tylko na Twój wiek i od razu proponuje progresy bez wywiadu – uciekaj stamtąd.
  • Nie daj się dobić. Jeśli system zamiast pomagać, traktuje Cię jak intruza, walcz o swoje. Twoje zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż ich prowizja.

Podsumowanie

Dziś mam 44 lata, ciśnienie książkowe (które, co ciekawe, wyrównuje się dzięki odpowiedniej diecie – o czym napiszę w osobnym artykule!) i wreszcie trafną diagnozę ADHD. Patrzę na świat przez dwie pary dobrze dobranych okularów i bez mgły, którą zafundowała mi Asentra w połączeniu z niefachowym doborem szkieł. Moja przygoda była kosztowna, ale nauczyła mnie, jak ważne jest łączenie kropek między psychiką, chemią a fizjologią.

Mieliście podobne sytuacje, gdzie „leczenie po PESEL-u” kosztowało Was zdrowie? Piszcie w komentarzach!


PS. Nie jestem lekarzem. Opisuję swoją walkę o prawdę w gąszczu błędnych diagnoz i korporacyjnego braku empatii.

Dodaj komentarz